niedziela, 8 maja 2016

Biedronka i niepotrzebne rzeczy


Biedronka obok Dworca PKS

 Biedronka, Biedronka, Biedra pierwotnie bodajże polska, teraz portugalska. To Biedronka nie należy do Polaków? To dlaczego nazywa się Biedronka ? - można tak zapytać. Ano nie, nie należy a nawet  przejęła 120 niemieckich sklepów Plus. Tak czytałam tu
A i tak pewnie większość myśli, że to teraz czysto polska sieciówka. Ja też tak myślałam. No bo jak to Biedronka - swojska nazwa, to pewnie nasza, tak myślałam. A tu suprise, suprise.

Na tym zdjęciu powyżej - nad Biedronką w tym samym budynku mieści się  Supermarket Chiński - ale nigdy, ale to nigdy w nim nie byłam. Coś czuję, że sprzedają tam rzeczy z cyklu 1001 drobiazgów. A może się mylę. Nie byłam, to tak gdybam sobie.

Kiedyś kiedyś, dawno temu, miała fazę, że kupowałam jakieś pierdółki, durnostojki, w myśl zasady  bo tanie, a nóż się przyda. Może i czasem udało się kupić coś taniego i fajnego co służyło przez lata, ale często większość z tych rzeczy lądowała za jakiś czas w koszu. Niczemu nie służyły a zajmowały jedynie miejsce w szufladach albo w szafkach. Jakieś taniuchne wody toaletowe (fuj!), serwetki na stolik z sztucznego tworzywa w jakieś okrutne wzory, komplety do makijażu (pędzle gubiące włosie, łamiące się nożyczki, puderniczki gubiące lusterka), piąty komplet solniczki i pieprzniczki(to się zawsze przyda) i inne takie.

To już było.

A teraz co jakiś czas nachodzi mnie  faza czyszczenia domu - wyrzucam albo oddaję ubrania, książki, jakieś resztki zabawek (nie resztki, że zepsute ale w znaczeniu zapodziane, a teraz nagle znalezione) i tak dalej. Czuję się wtedy jak nowo narodzona. Robi się więcej miejsca, tak przestronnie. W sumie już większości pamiątek przeszłości się pozbyłam, więc teraz jeśli już robię porządki, to aż tyle do wyrzucenia nie mam.
Nie wyrzucam jednak rzeczy typu pamiętnik z podstawówki, listy od rodziny i znajomych, jakieś własne rękodzieła (wyszywana serwetka, ręcznie wykonany naszyjnik itd). Pamiątki są święte. Oczywiście tylko te miłe. :)

Na zakupy

Poszłam nawet krok dalej w tym unikaniu gromadzenia niepotrzebnych rzeczy w domu. Nawet na takich zakupach kosmetycznych. Ostatnio zrobiłam zakupy za 50 zł. No i pani kasjerka proponuje mi za 10 zł płyn do płukania ust (zamiast regularnej ceny 25 zł). Nie powiem, przez chwilę się zawahałam, ale tak przez mili - milisekundę (te stare nawyki, hehe). Za moment  jednak przypomniałam sobie, że przecież nie używam płynu do płukania ust, tylko zwykłą pastę do zębów. Wiec..... po co mi ten płyn. No to podziękowałam, spakowałam zakupy i wyszłam ze sklepu.
Aha, najpierw zapłaciłam za swoje zakupy:). Bo tak zabrzmiało jakbym nie zapłaciła.

Albo w takiej Galerii Handlowej : wydaj 500 zł a dostaniesz 100 zł na zakupy. Załóżmy, że robię akurat duże zakupy, ale całość wyniesie mnie 300 zł. Na siłę wydam jeszcze 200zł (wydać pieniądze to moment). Dostanę tą stówę "gratis". Czyli stówa mi się zwróci. Czyli tak naprawdę wydam 400. A zamierzałam wydać 300 :(. 
Tak to wygląda.

Rzecz jasna może ktoś zamiaruje kupić telewizor, wtedy dla niego ta promocja z tym bonem 100 złotowym się opłaci. 
Więc wszystko zależy od okoliczności.

Pilnujcie się więc na wszelakich promocjach i nie zagracajcie mieszkań :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Urząd Miasta - lepszy ślub czy prawo jazdy?

Urząd Miasta Kielce

Nie da się nie trafić do Urzędu Miasta, bo znajduje się on w samym centrum miasta, na Rynku czy raczej w Rynku. Mieści się on tu odkąd pamiętam. Pamiętam również,  jak sto lat temu odbierałam tam prawo jazdy. Kolejka petentów ciągnęła się na całą długość korytarza. Zmarnowałam ze dwie godziny co najmniej. Pamiętam, bo poszłam tam rano a na 13tą miałam iść już na zajęcia i martwiłam się, że się spóźnię, a spóźniać się nie lubiłam.
W każdym razie doczekałam się swojej kolei, odebrałam to prawo jazdy (było jeszcze papierowe w formie książeczki). A parę lat później wymieniono wszystkim dokumenty na nowe, unijne, prostokątne z żółtymi gwiazdkami na niebieskim tle. I znowu trzeba było swoje odstać.
Ale się ludzie pieklili :)

 Główne wejście

Jeszcze wcześniej, to jest przed prawem jazdy odbierałam tam dowód osobisty. Ale się nie mogłam doczekać! Najpierw porobiłam sobie kilka zdjęć u fotografa i wybrałam to najładniejsze. Zawsze było coś nie tak, a to wyskoczył niespodziewanie pryszcz i dzień fotografowania trzeba było odłożyć, bo nie było takiej techniki jak teraz, że wszelkie pryszcze, plamy, cienie można komputerowo usunąć. czasem nawet po takiej obróbce dostaje się zdjęcie z twarzą zupełnie nie podobną do swojej.
Nieraz zdarzało się też, że człowiek oślepiony błyskiem flesza wychodził na zdjęciu z zamkniętymi oczyma, więc wszystko trzeba było powtarzać od nowa. W każdym razie zdjęcie zostało wreszcie zrobione, a dowód osobisty ( również jeszcze w formie książeczki) został wydany. W przeciwieństwie do dzisiejszych stare dowody zawierały takie dane jak stan cywilny (czy kto panna czy kawaler) i ewentualne dzieci (jak kto te dzieci posiadał).
 
 Urząd z drugiej strony od ulicy Leśnej

Z "tyłu" budynku mieści się Urząd Stanu Cywilnego. Tak że można sobie tutaj zawrzeć ślub - jakby ktoś chciał mieć jedynie sam cywilny. Kiedyś przed tą częścią budynku był mały zieleniec, a obecnie mieści się tu parking wielopoziomowy. Zdjęcie kiedyś TU będzie.
Byłam w przeszłości na wielu ślubach kościelnych i cywilnych. Wyglądało to bardzo stresująco. Zwłaszcza moment gdy trzeba było wypowiedzieć słowa przysięgi małżeńskiej. Zwykle narzeczonym drżały głosy, dziwnie w tym momencie zmienione. W takich momentach współczułam młodej parze i byłam pewna, że jakby mnie to kiedyś spotkało, to chyba bym zemdlała ze strachu i ze stresu w czasie ceremonii - wtedy dopiero byłby wstyd :)
Jak to ludzie przeżywają?

 Jakieś takie kule poustawiali, przed nimi jest przystanek autobusowy z darmową linią

Po ceremonii młoda para wraz z gośćmi fotografuje się na tle urzędu a potem jadą wszyscy gdzieś tam, pewnie do wynajętej na okoliczność wesela sali. A sal takich mamy w Kielcach i okolicach trochę. Osobiście, jeśli już, wolałabym mieć skromny ślub, bez tego całego zamieszania i miliona gości. Może to przychodzi z wiekiem, a może nie, bo jakoś nie pamiętam, aby kiedykolwiek pociągały mnie bardzo takie przepyszne uroczystości. Skromnie, cicho, sprawnie - to jest mój ideał tego dnia.
Ale dosyć o ślubach, poniżej jeszcze jedno ujęcie urzędu i całego Rynku.

Rynek - view ogólny

Urząd jak urząd - najlepiej chodzić tam z rzadka i w miarę sprawnie wszystko załatwiać. Mnie to ogólnie męczy, na ogół nie polecam, ale co zrobić, czasami trzeba.
;)

środa, 13 kwietnia 2016

Portale radndkowe - rozmowy II


Portale randkowe - rozmowy  I
I

poszukiwacz07: Cześć, co taka kobieta jak Ty robi w takim miejscu? (standardowe pytanie).
ja: (też standardowo) Cześć, jestem (...) szukam(...).
poszukiwacz07: Mam na imię K, szukam (...), jestem (...) 

Tu następuje  wymiana zdań, nawet jest miło, nawet sympatycznie, w każdym razie jutro też rozmawiamy, następnego dnia też, jak i przez kolejnych parę dni.

Mija tydzień, mija drugi. Zaczyna się trzeci. Można by się w końcu zobaczyć na żywo, może to będzie To, a może wielkie rozczarowanie, w każdym razie spotkać się można. Ponieważ pan nic nie proponuje, delikatnie daję do zrozumienia, że można by się w reszcie spotkać.

poszukiwacz07: Świetny pomysł, pewnie, że się spotkajmy. Ale w tym tygodniu nie dam rady. 
ja: Nie ma pośpiechu To może po niedzieli?
poszukiwacz07: W porządku, to się jeszcze umówimy konkretnie.

Jest już niedziela. Rozmawiamy.
ja: To co ze spotkaniem, który dzień ci pasuje?
poszukiwacz07: Dam ci znać koło środy, myślę że w piątek będę już wolny.

We środę wiadomości brak.
Mój rozmówca odzywa się w niedzielę, że przeprasza, ale przyjechała rodzina nie miał czasu itd.
Ok. 
Oczywiście w następnym tygodniu czasu również nie miał. Ale chętnie chciał popisać. W kolejnym było to samo.

Nigdy się nie spotkaliśmy.
Podejrzewam, że miał żonę. 

II

takisobieja: Hej fajne zdjęcia, widzę, że lubisz zwiedzać okolice.
ja: Cześć, miło, że ci się podobają, tak, lubię sobie czasem wyskoczyć tu i tam.
takisobieja: To tak jak ja. I też mieszkam w Kielcach. A ty w którym miejscu miasta mieszkasz, czy raczej jesteś spod Kielc?
ja: Mieszkam w samych Kielcach.
takisobieja: Ok. Na jakim osiedlu?
ja: No wiesz, nie znam Cię, więc na razie taka informacja jest dosyć prywatna.
takisobieja: Ok. Masz może FB? 
ja: Tak mam.
takisobieja: Jak Cię mogę znaleźć?
ja: To może na razie popiszmy tutaj, nie wiem kim jesteś.
takisobieja: Ok. To może wymieńmy się numerami telefonów?
(...)

Znajomość nie przetrwała. A może jestem zbyt ostrożna i staromodna. Może powinnam dać mu mojego fejsbuka, numer komórki, albo spotkać się jeszcze tego samego dnia. Może zaprzepaściłam szansę. 

III

ja: Cześć, zaciekawił mnie Twój opis, widzę że mamy podobne zainteresowania i sposób bycia. Może popiszemy chwilę?
conrad: Hejka, przepraszam, ale nie mieścisz się w moim przedziale wiekowym.

No tak, jestem za stara dla 39 latka.
Ale zaraz znajduję kolejny ciekawy profil, może tym razem się uda?

IV

ja: Witaj, ładne zdjęcia, też latem byłam w Kołobrzegu, przyjemne miasto, a Tobie jak się podobało?
Czytałam twój opis, podoba mi się, że (...).

I czekam i czekam.  Bo widzę, że użytkownik jest aktywny.
No i się nie doczekałam.
Może brzydkie zdjęcie dałam. :)

V

parys1234(na zdjęciu osobnik w ciemnych okularach z gołą klatą i piwem w ręku): Cze, masz ohote pojehac wieczorem nad jezioro? Podobasz mi sie. 

Tu się wystraszyłam i siedzę cicho.

parys1234: Hejka to jak jesteś tam? Chcesz się ze mnom zapoznac? Szukam takiej dziewczyny jak ty to co pojedziesz ze mna?

Nadal wystraszona. Co tam, dodam go na czarna listę.

Jak tak dalej pójdzie, to książkę chyba napiszę :)

niedziela, 10 kwietnia 2016

Pomnik na Kadzielni i Katastrofa 10 Kwietnia

 Pomnik na Kadzielni

Na kieleckiej Kadzielni, na najwyższym jej wzniesieniu  stoi  pomnik wzniesiony ku pamięci walczących Kielczan w czasie II Wojny Światowej oraz wcześniej, bo jeszcze w okresie zaborów. Więcej o samym pomniku tu.
Jak już ktoś się tam wdrapie po schodach, to może podziwiać przyjemny widok. Bo widać całkiem sporo: i Karczówkę w oddali i drogę na Chęciny, z drugiej strony mamy widok na Telegraf (to góra), Pakosz, Stadion, a na lewo od nich widać nawet Katedrę i Pałac Biskupów Krakowskich (no może częściowo). Polecam wybrać się tam przy słonecznej  pogodzie, bo widoczność będzie najlepsza.

 Tu w oddali widać Telegraf, bloki - to osiedle Barwinek, a małe domki na pierwszym planie to Pakosz
 
 Tu widok na osiedle Armatury, a na lewym brzegu zdjęcia jedzie się na Kraków (czyli Chęciny).
Skałka na środku to tzw Skałka Geologów 

W Kielcach jest dużo pomników. Aż za dużo, jeśli mam szczerze pisać. Trochę z tym przesadzili. O ile pomnik na Kadzielni rozumiem, pomnik Sienkiewicza na sienkiewce też, plus parę innych pomników - okay. Ale niektóre są zupełnie nie przemyślane, mam wrażenie, że jest gdzieś moda na pomnik ku czci tego i tego, albo też stanie się coś za granicą w USA i już w Kielcach szybko buduje się taki pomnik ku czci. Czy w takim USA są pomniki nawiązujące do Kielc? Nie słyszałam (jakieś polonijne się nie liczą). Drogi by lepiej poprawili a nie stawiali kolejne monumenty :/

 Kolejne ujęcie

Nawiązując do wydarzeń, które następnie upamiętnione zostaną pomnikami, to dziś jest 6 rocznica Katastrofy Smoleńskiej. Ale nie będę się tu o niej rozwodzić, bo pełno o niej wiadomości w internecie, a i w telewizji pewnie cały dzień będą nadawać wspomnienia.  Nie wiem, jeszcze nie odpalałam dzisiaj telewizora, ale jak znam życie, to od rana już pewno transmitują uroczystości.

Napiszę więc, co ja robiłam w ten dzień równo 6 lat temu.

Równo 6 lat temu była sobota albo niedziela, w każdym razie wolne i miałam w planach błogie lenistwo, jakiś rower, jakiś spacer, spotkanie z koleżankami itd. W sumie dzień miał być spokojny i nudny. Jeden z wielu.
Rano poleciałam szybko po bułki na śniadanie (jakoś zachciało mi się świeżych). Wróciłam do domu, umyłam głowę, zjadłam śniadanie, coś tam sobie zaczęłam robić, aż tu dzwoni do mnie koleżanka i krzyczy: Wiesz co się dziś stało? Widziałaś informacje? Ja jej na to, że nie, że dopiero się ogarniam, nic jeszcze dzisiaj nie oglądałam, internetu nie włączałam, a ta dalej krzyczy to włącz szybko telewizor, włącz dziennik ! Ja na to Ale po co,co się stało? Chociaż byłam coraz to bardziej zaciekawiona. Samolot się rozbił, prezydent zginął i wszyscy z rządu co lecieli razem z nim.
Pamiętam, ze nie mogłam zrozumieć. Jaki prezydent, jakiego kraju? Muślałam, ze może gdzieś w Ameryce Południowej albo w Azji, w każdym razie gdzieś daleko. A tu włączam TV, patrzę - u nas!
Przez kilkanaście minut nie mogłam w to uwierzyć. Była relacja, mówili coś o złych warunkach pogodowych, o gęstej mgle i o tym, że samolot rozbił się podchodząc do lądowania. Jakoś tak cały czas sądziłam, że katastrofa katastrofą, pewnie są i zabici, ale na pewno pewna część pasażerów przeżyła i zaraz powiedzą, że owszem, zginęli ci i ci, ale reszta jest ranna i zaraz będzie akcja ratunkowa. No niestety myliłam się.

W każdym razie był to szok, tylu ludzi w jednym miejscu i to głowa państwa wraz z współpracownikami - o czymś takim w życiu nie słyszałam. Pasażerskie samoloty się rozbijały. Albo wojskowe, czy na pokazach lotniczych ale nie rządowe.
Szok był w każdym razie duży. Pamiętam, że w Kielcach odwoływano tego dnia wszelkie imprezy, zabawy - wszystko było poprzekładane na inne terminy.

I zamiast błogiego lenistwa i odpoczynku, cały dzień skakałam z TVN24, na Polsat News, Na BBC, CNN i inne zagraniczne stacje, w zasadzie nie wiem dziś czemu, może miałam nadzieję, że to pomyłka, że ktoś jednak przeżył. Miałam wrażenie, że relacjonujący katastrofę smoleńską dziennikarze, też do końca nie mogli uwierzyć w to, o czym mówili. Szok był zbyt duży.
Cały program telewizyjny w państwowej telewizje został wykasowany, nadawano tylko relację z miejsca tragedii i ze studiów dyskusyjnych. Z resztą z tego co pamiętam to przez kolejny tydzień dzień w dzień temat rozbitego Tupolewa dominował wszelkie media.

 Pomnik w całej okazałości

Stało się i się nie odstanie. Podsumowując, było to wydarzenie z serii tych, o których mówi się, że się będzie wnukom opowiadać. Podobnie jak o zamachu z 11 Września, Czarnobylu, upadku komunizmu w Polsce, Stanie Wojennym, zburzeniu Muru Berlińskiego i katastrofie Challengera. Pamiętam wszystkie wyżej wymienione, ale tylko 11 Września przeżyłam jako osoba dorosła, więc pozostałe znam jedynie z perspektywy dziecka. Ale pamiętam.
Chociaż wolę bardziej optymistyczne wydarzenia.

sobota, 2 kwietnia 2016

Szybkie randki



Szybkie randki - czyli 3 minuty na każdego nowego, potencjalnego partnera. Przez 3 minuty nikogo nie poznasz. Liczy się tylko i wyłącznie pierwsze wrażenie. Na pewno wygląd, bo to się rzuca w oczy od razu. Z automatu ocenia się ubiór (i to nie tylko, czy modny, ale przede wszystkim czy czysty), ogólną sylwetkę, wzrost, sposób poruszania się - słowem ogólną prezencję. Głos, mimikę, tembr głosu - to też można ocenić już po pierwszych sekundach i albo jest fajnie, albo jest coś odrzucająco, zgrzyta niemożliwie i z tej mąki chleba nie będzie. Nawet marnej bagietki z Tesco.

 Pałacyk Zielińskiego
 
Nigdy nie byłam na takich randkach. Nie wiem o czym uczestnicy na nich rozmawiają, w końcu przez 3 minuty niewiele można zdziałać. Ludzie poznają się latami. Ale może tu chodzi tylko o to, aby zawiązać chociażby nić sympatii, a co będzie dalej to już nie wiadomo.
Podobno w Pałacyku Zielińskiego były parę razy organizowane takie spotkania dla poszukujących. Nawet miałam się kiedyś wybrać. Być może zaprzepaściłam szansę na poznanie kogoś a być może ominęło mnie kolejne rozczarowanie. Ale nie ma co smęcić. W sumie ciekawa inicjatywa.

W każdym razie po tych 3 minutach rozmowy, na karteczkach zapisuje się, czy dana osoba wpadła nam w oko i czy chcemy kontynuować znajomość: inaczej, czy spotkalibyśmy się jeszcze raz z tą osobą. Druga strona robi to samo i jeżeli okaże się, że obydwie strony są na tak, znaczy się, że szybkie randki spełniły swoją funkcję i dojdzie do prawdziwej randki. Taka tam zabawa, ale zawsze to coś, mam na myśli to,  że poznaje się nowe osoby. I a nuż coś zaiskrzy.

A tym iskrzeniem - podobno zdarza się miłość a raczej zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Ciekawe, jakie to uczucie, osobiście tego nie doświadczyłam, a jeśli już coś się wydarzało, to rozkręcało się powoli. Piorun Sycylijski nigdy więc nie strzelił. Bardzo jednak lubię słuchać opowieści, jak to on ją zobaczył w tłumie ludzi na koncercie rockowym, albo ona jego, jak przyszedł coś załatwiać do ich firmy - raz dwa i obydwoje wiedzieli już, że to jest to.
Oczywiście to tylko początek, bo dopiero czas pokazał, czy to było to czy jednak nie to, bo czegoś zabrakło. Ale ciekawie słucha się takich opowiadań. A może aby coś takiego przeżyć, trzeba być bardziej kochliwym, uczuciowym, coś w stylu, że jeśli się jest w grupie ludzi to zawsze znajdzie się jakiś adorator. Ciekawe, czy to jest cecha, z którą trzeba się urodzić, czy tez się ją nabywa w miarę upływu czasu.

Całe te szybkie randki - zawsze to jakaś alternatywa dla samotnych, chociaż z drugiej strony są na nich ci sami ludzie, co przebywają na portalach randkowych (no może jakaś część z nich), a na portalach randkowych  bywa wesoło co jest w notatce tu, a nawet jak korespondencja internetowa kwitnie to po spotkaniu na żywo, tez może być rozczarowanie, co jest tu.

Tak sobie dzisiaj przypomniałam o temacie to sobie piszę. Może się kiedyś wybiorę na coś takiego a może nie.
Ostatnio zupełnie nie chce mi się już szukać.
Wiosna rozleniwia :)